czwartek, 3 marca 2016

ŻYCIE W USA: JAK PRZETRWAĆ PIERWSZE PÓŁ ROKU ZACZYNAJĄC OD ZERA? (PART I)

Gdy zdecydowaliśmy się z mężem zostać w USA (legalnie!) stanęliśmy przed zadaniem zbudowania naszego nowego życia od zera.

Ponieważ przylecieliśmy tu na wakacje mieliśmy ze sobą tylko po walizce ubrań, kosmetyki (nasza szafka w łazience wciąż wygląda jak wystawka w sklepie Ziaja) i pieniądze przeznaczone na podróże. Nie było ich wiele, zwłaszcza po rozpoczęciu procedur imigracyjnych, ale wszystko jest możliwe gdy się to dobrze rozplanuje.

1. PIENIĄDZE I SZUKANIE PRACY
Bez pieniędzy na start jest za ciężko. Da się: można pójść do pierwszej lepszej pracy (sprzątanie/budowa zawsze się znajdzie), wynająć pierwszy lepszy, umeblowany pokój i przez jakiś czas jeść tylko syfiarskie, najtańsze jedzenie... Ale nikomu tego nie polecam ani nie życzę.

Dobrze jest mieć odłożone chociaż tysiąc dolarów, a najlepiej dwa lub trzy lub cztery lub... Ile się da! W zależności od tego jaki się ma budżet trzeba wstępnie ustalić na co można sobie pozwolić i ile ma się czasu na znalezienie mniej lub bardziej wymarzonej pracy.

My w pierwszej kolejności założyliśmy, że ponieważ jesteśmy młodym małżeństwem chcemy mieć swój kąt tylko dla siebie, więc musimy szukać mieszkania, a nie pokoju. Stworzyliśmy tabelkę w Excelu i oszacowaliśmy wydatki sprawdzając na internecie wiele czynników. Można też oszacować na oko, ale za bardzo lubię tabelki :)

Ustaliliśmy, że mamy maksymalnie trzy miesiące bezpiecznego szukania w miarę "wymarzonej" pracy, zanim będziemy musieli gorączkowo brać co popadnie.

Konto w banku można sobie otworzyć gdy ma się już jakiś adres zamieszkania, ale nie jest ono totalnie niezbędne (choć na pewno wygodne).

2. MIESZKANIE
Po przylocie zatrzymaliśmy się u mojej cioci w New Jersey. Mieliśmy wielkie szczęście- jej mąż (który żyje ze sprzedaży domów i wynajmowania mieszkań) akurat miał wolne jedno małe studio w miejscowości obok. I tak oto "wzbogaciliśmy się" o swój drugi stały wydatek...

Mieszkanko było małe, potwornie brzydkie i, według nas, w ogóle nie warte swojej ceny. Ale gdy zaczynasz w USA od zera, nie masz żadnych zarobków ani tym bardziej "credit score" (punkty historii kredytowej) i trafiasz na taką okazję- ktoś CHCE wynająć Ci mieszkanie... Nie będę owijać w bawełnę, BIERZESZ CO DAJĄ.

Gdy nie ma się tyle szczęścia co my, najlepiej poszukać czegoś wśród innych Polaków. Pamiętając swoje trudne początki szybciej wynajmą coś świeżemu imigrantowi niż Amerykanie. Można szukać w sekcji ogłoszeń w lokalnych Polonijnych gazetkach lub stronach internetowych. Na przykład w przypadku Nowego Jorku na: bazarynka.com [nie, niestety mi za tą reklamę nie płacą].
Jeżeli nie znasz żadnej Polonijnej  strony w swojej okolicy, możesz szukać np. na craigslist.com [ci też nie], najlepiej zaznaczając opcję "by owner" gdyż bez historii zarobków będzie trudno załatwić coś przez pośredników.

Przykładowe ceny w Nowym Jorku (bardziej przystępne dzielnice) i okolicach, np New Jersey, za miesiąc wynajmu (2015/2016 rok):
$500-$800 za pokój,
$700-$1100 za studio (np: kuchnia, łazienka, jedno pomieszczenie),
$1000-$1400 za jednosypialniowe mieszkanie (np: kuchnia, łazienka, salon, sypialnia)
$1200-$1600 za dwusypialniowe mieszkanie (np: kuchnia, łazienka, dwie duże sypialnie lub: kuchnia, łazienka, salon i dwa pokoje)
~$50 za opłaty w stylu: woda, prąd, gaz- jeżeli nie są już wliczone w cenę mieszkania.

3. TELEFONY
Pierwszym stałym wydatkiem były numery telefonów. Oboje mieliśmy stare iPhony 4S, na szczęście bez simlocka, więc pozostało znalezienie taniego operatora i kupienie dwóch kart mikro-sim.
Zaczęliśmy od ustalenia budżetu i zorientowania się jak to tutaj wygląda.

Większość Amerykanów ma telefony na abonament: nielimitowane rozmowy i smsy i pakiet szybkiego internetu, za $50.
Nie chcieliśmy wydawać aż $100 miesięcznie na telefony, ale trzeba pamiętać, że w Stanach płaci się zarówno za połączenie/wiadomości wychodzące jak i przychodzące!

Długo szukaliśmy czegoś co nie miałoby kontraktu (niepewna przyszłość) ani nie byłoby za drogie. W końcu postawiliśmy na Lycamobile US, gdzie można bez zobowiązań co miesiąc wykupować "plan". Nie mogliśmy znaleźć ich sklepu w swojej okolicy więc zamówiliśmy ich karty micro-sim pocztą.

Płacimy miesięcznie 2 x $23 = $46, za 30-dniowe pakiety "$23 Unlimited International Plan": nielimitowane rozmowy, smsy i internet (w szybkości 4GLte jest tylko pierwsze 100MB, ale potem ten "wolny" śmiga wystarczająco).


4. INTERNET I TV
W zależności od tego gdzie się mieszka ma się do wyboru różnych dostawców, czasem też internet jest po prostu wliczony w cenę pokoju/mieszkania.

Najczęściej szybki internet od przeciętnego dostawcy razem z wypożyczeniem routera i podatkami (przynajmniej w NJ i NY) kosztuje około 40-50 dolarów miesięcznie.


Na początku, żeby nie dokładać sobie kolejnego rachunku można też korzystać z darmowych hotspotów w kawiarniach i bibliotekach.

Bez TV można się obejść ale warto oglądać coś po angielsku bo to najlepszy sposób na naukę angielskiego. Netflix działa nawet na słabszym internecie i kosztuje od $8.99/miesiąc.

5. PRACA
Tak jak pisałam w punkcie pierwszym, ustaliliśmy, że przy minimalnych wydatkach możemy sobie pozwolić na spokojne szukanie pracy.
I całe szczęście!

W naszej miejscowości nie potrzebowali akurat nigdzie nikogo bez doświadczeń lub perfekcyjnego języka (przynajmniej według znikomych ogłoszeń), a generalnie poruszanie się po New Jersey bez samochodu jest co najmniej trudne.

Postanowiliśmy więc znaleźć prace w Nowym Jorku, skoro i tak docelowo chcemy się tam przeprowadzić (szczerze mówiąc, myśleliśmy, że od początku roku już nam się to uda). Ja poszłam na pierwszy ogień, mąż jeszcze czekał (trzy miesiące) na pozwolenie na pracę.

I się zaczęło.

"Na pewno chce Pani tu dojeżdżać aż z Nju Dzerzi?"- Miałam dosyć tego pytania!
Okazało się, że nikt nawet nie chce ze mną rozmawiać, bo "dojazdy są trudne, ludzie szybko rezygnują, nie chcemy nikogo takiego". Jakbym nie miała już wystarczająco dużo powodów by nie przepadać za NJ.

W końcu się udało. Pomimo braku doświadczenia, nierozgadanym angielskim i długich dojazdów znalazłam pracę na Greenpoincie- w Polskiej dzielnicy ale u Amerykanów, co bardzo mi odpowiadało.

Mój mąż, Magister Inżynier, też zderzył się na początku z murem. Ciągle słyszał "Jesteśmy Tobą zainteresowani, odezwij się jak już się przeprowadzisz do NYC!". Tak jak ja nie chciałam iść na sprzątanie, tak i on nie chciał iść na zwykłą budowę. Na szczęście, trochę cierpliwości później, w końcu i jemu udało się znaleźć coś na początek.

Płaca minimalna w mieście Nowy Jork: $9/h, w stanie New Jersey: $8.38/h

6. Ubezpieczenie zdrowotne.
To temat rzeka, ale tym razem potraktuję go krótko.

Ubezpieczenie zdrowotne w USA trzeba sobie wykupić z dwóch powodów. Po pierwsze jest to obowiązek jeżeli się pracuje, którego niewykonanie podlega karze pieniężnej. Po drugie koszty leczenia w Stanach są tak okropnie wysokie, że nie opłaca się ryzykować. Nikt nie chciałby przecież przez nagłą operację (spowodowaną np. wypadkiem lub chorobą) narobić sobie długu na kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nikt.

My skorzystaliśmy z tzw. Obama Care, dzięki któremu można dostać z państwa dofinansowanie do comiesięcznych opłat za ubezpieczenie, w zależności od przychodów rodziny.

Ceny ubezpieczeń, jak i dofinansowań wahają się w zależności od miejsca zamieszkania, przychodów i opcji ubezpieczenia.
Zakres cen rozsądniejszych ubezpieczeń w New Jersey na dwie osoby: $210-$360/miesiąc (bez przykładowego dofinansowania: $450-$600).

Zakres cen rozsądniejszych ubezpieczeń w NYC na dwie osoby: $210-$360/miesiąc (bez przykładowego dofinansowania: $450-$600)
Dofinansowania i przykładowych planów można poszukać na: healthcare.gov

Jak widać rachunki potrafią być spore, a jak na Amerykańskie warunki zarabiamy bardzo mało, ale o dziwo i tak żyję się nam dobrze! Myślę, że to kwestia dobrego rozplanowania wydatków, o których więcej w drugiej części: O TU.

#Patricia