Przylecieliśmy z mężem do USA na wakacje 25ego sierpnia 2015 roku. Nie od razu (choć prawie) postanowiliśmy zostać na dłużej ale to właśnie dziś mija rok odkąd jesteśmy w Stanach.
Przylecieliśmy tutaj z walizkami pełnymi letnich ubrań i kasą na zwiedzanie, którą całą zaraz musieliśmy wydać na sprawy imigracyjne. Przez ten rok wynajęliśmy mieszkanie, kupiliśmy część mebli, samotnie obchodziliśmy Boże Narodzenie wystaraliśmy się o Zieloną Kartę, znaleźliśmy pracę (a nawet ją zmienialiśmy/awansowaliśmy), odkładaliśmy kasę, samotnie obchodziliśmy Wielkanoc i znajdowaliśmy czas na małe zwiedzanie w weekendy.
Zbudowaliśmy sobie tutaj życie sami, kompletnie od zera.
Czego nauczył nas ten rok mieszkania w Stanach?
BRAK BARIERY JĘZYKOWEJ W PRACY TO LUKSUS
który powinno się doceniać! Teraz śmiejemy się z mężem na wspomnienia z szukania pracy w Polsce: "a tutaj to mam za mało doświadczenia" albo "a tutaj to chyba na początek za ciężko, nie poradzę sobie". Możesz mówić w języku w którym myślisz? Na pewno sobie poradzisz!
Nie ma nic gorszego niż uczucie, że nie można powiedzieć tego co by się chciało i co się wie. To jest okropna bezsilność, zwłaszcza w pracy, kiedy nie zawsze można pokazać na co Cię stać.
Teraz już wiemy, że MOŻEMY WSZYSTKO, a jedyne co nam przeszkadza to własne ograniczenia. Nie ma pracy zbyt ciężkiej na początek jeżeli tylko człowiek jest w stanie się dogadać!
NIE TA PRACA TO INNA
Tutaj nikt się kurczowo pracy nie trzyma tylko dlatego, że ją ma. Coś Ci nie odpowiada? Zmieniasz, nie ma co się kisić. Jesteś za długo na jednym stanowisku bez awansu? Zmieniasz, żeby się nie zasiedzieć. Za długo pracujesz w jednej firmie i czujesz, że nie możesz się w niej więcej rozwijać? Zmieniasz!
Pracy jest sporo bo jest rotacja. Szefowie dają szybko szansę, tylko trzeba pokazać, że się na nią zasługuje.
Pracy jest sporo bo jest rotacja. Szefowie dają szybko szansę, tylko trzeba pokazać, że się na nią zasługuje.
Zawsze można zdobyć nową/lepszą pracę, jeżeli się chce i umie się ciężko pracować- i ta świadomość przyda się w każdym kraju.
NIE TRZEBA SIĘ PODLIZYWAĆ PANI W SPOŻYWCZYM PRZEZ 3 MIESIĄCE ŻEBY DOSTAĆ ŚWIEŻĄ SZYNKĘ
Ekspedienci w sklepie są mili od razu. Widzisz kogoś pierwszy raz a masz kiepski humor? Następnym razem zapyta Cię czy już wszystko w porządku.
Generalnie nie trzeba się starać o czyjeś względy miesiącami. Wszyscy są otwarci i mili od samego początku. Czy z tego wyjdzie przyjaźń? Raczej nie, nie ma co się oszukiwać. Ale naprawdę jest o wiele lepiej kiedy każdy traktuje się tak jakby się lubił.
MOŻNA BYĆ CIĄGLE ZADOWOLONYM
Amerykanie są ciągle uśmiechnięci i życzliwi. To się udziela. Świat jest o wiele piękniejszy kiedy wszyscy się do siebie uśmiechają i mówią do przesady często magiczne słowa.
Niektórzy Polacy mówią, że to obłudne. Może i się takie wydaje na początku, no bo jak to można być takim ciągle zadowolonym i zawsze na "Hi, how are you?" mieć pozytywną odpowiedź?! Po paru miesiącach zrozumiałam, że nawet gdy coś jest nie tak, ale zamiast o tym opowiadać mówi się, że jest świetnie... naprawdę robi się świetnie, a Twoje problemy zaczynają Ci się wydawać głupie i niewarte uwagi. Ten pozytywizm zaraża!
To trochę takie oszukiwanie mózgu, ale naprawdę działa. Nie wiem kto to wymyślił, ale metoda jest genialna. Uśmiech i pozytywne nastawienie od razu polepsza humor i Amerykanie wykorzystują to na każdym kroku.
WSZYSTKO DA SIĘ ZAŁATWIĆ
Wystarczy próbować. Customer Service czyli Obsługa Klienta jest tu na wysokim poziome w stylu "klient ma zawsze racje nawet jak jej nie ma", więc z każdym problemem można bez stresu od razu się zgłaszać i walczyć o swoje. Przy czym zazwyczaj obywa się bez walki :)
To bardzo szybko nauczyło mnie, że każdy problem jest do rozwiązania oraz, że nie można się poddawać i trzeba po prostu prosić o pomoc i pytać. Amerykanie szybko zarażają swoją otwartością.
POLACY NIE POWINNI TAK STRASZNIE NARZEKAĆ
No co piszemy do osób w Polsce, które mają normalną pracę na etat to ciągle wolne/świeto/urlop. Bardzo "motywujące". Może i się w Polsce nie zarabia tyle co w Stanach, ale chyba dlatego, że się tyle nie pracuje!
Tu nie przysługuje żaden urlop, dopóki szef Ci tego łaskawie nie powie. Jeżeli ma się umowę (bo w większości normalnych, początkowych prac w Stanach, żadnych umów się nie podpisuje) to najczęściej pierwszy płatny urlop przysługuje Ci po roku pracy. I to tylko 2 tygodnie, niektórzy twierdzą, że nawet tylko 1 tydzień. Tak czy siak na urlop najpierw każą Ci się porządnie napracować.
Świąt też tutaj za dużo nie ma. Pierwszy dzień bożego narodzenia jest wolny, 4 lipca (Dzień Niepodległości) i jeszcze dwa święta które zawsze wypadają w poniedziałek - Memorial Day i Labor Day. Reszta świąt (jest ich może parę i nie są zbyt ważne) to jak się dogadasz z szefem. I generalnie tylko pracownicy federalni tak naprawdę mają zapewnione wszystkie święta wolne - czyli urzędnicy i listonosze.
Za sobotę w normalnej pracy też się nie dostaje więcej ani wolnego w tygodniu. Jak masz pracować w sobotę to pracujesz w sobotę- grzecznie, bez wymagań.
Tak, tak, w Polsce życie cięższe, ale przynajmniej ma się kiedy od niego odpocząć!
POLSKA JEST JESZCZE DALEJ NIŻ SIĘ NA POCZĄTKU WYDAJE
Rok mija a my rodziców i rodzeństwo widzieliśmy tylko na Skype i to zazwyczaj spikselowanych.
Ponieważ wszystko budujemy od zera łatwiej jest komuś przylecieć do nas na wakacje życia, niż nam do Polski. Tylko, że takie wakacje życia też się długo planuje i pierwszych gości będziemy mieć dopiero w październiku. A na następne znowu będziemy czekać kilka dobrych miesięcy.
Słuchanie o tym, że ktoś znowu jedzie do kogoś z rodziny na imieniny BOLI. To jest przywilej, którego się nie dostrzega dopóki się człowiek nie przeprowadzi 7 tysięcy kilometrów. Oddałabym wszystko, żeby móc do kogoś wpaść spontanicznie na dwie godzinki. Z czasem i ceną lotów, to już nigdy nie będzie możliwe- zostało nam wyczekiwanie długimi miesiącami na bycie ze sobą "przymusowe" non stop przez kilka tygodni ;)
ROK MIJA EKSTREMALNIE SZYBKO
Ciągle się łapiemy na tym, że mówimy "A tu byliśmy rok temu..." mając na myśli naszą Nowojorską podróż poślubną, czyli... DWA lata temu. Gdy patrzę na nasze zdjęcia nie mogę uwierzyć w to ile rzeczy zrobiliśmy i przeżyliśmy odkąd tu przylecieliśmy... A tym bardziej nie mogę uwierzyć w to, że to już rok. ROK!
Czy żałujemy swojej decyzji?
ABSOLUTNIE NIE!
Podobno pierwszy rok jest najtrudniejszy. Hm, jeżeli tak wygląda najcięższy rok, to nie mogę się doczekać kolejnych!
ROK MIJA EKSTREMALNIE SZYBKO
Ciągle się łapiemy na tym, że mówimy "A tu byliśmy rok temu..." mając na myśli naszą Nowojorską podróż poślubną, czyli... DWA lata temu. Gdy patrzę na nasze zdjęcia nie mogę uwierzyć w to ile rzeczy zrobiliśmy i przeżyliśmy odkąd tu przylecieliśmy... A tym bardziej nie mogę uwierzyć w to, że to już rok. ROK!
Czy żałujemy swojej decyzji?
ABSOLUTNIE NIE!
Podobno pierwszy rok jest najtrudniejszy. Hm, jeżeli tak wygląda najcięższy rok, to nie mogę się doczekać kolejnych!
#Patricia

